sobota, 30 września 2017

INCREDIBLE RACING SIDE VALVES - WORKSHOP

Poprzednie wpisy pod wspólnym tytułem Incredible Racing Side Valves (część I czytaj tutaj,  część czytaj II tutaj) pozwoliły nakreślić historię ewolucji dolnozaworowych silników. Zwieńczeniem ich był silnik WR,  którego budowę będę opisywał w poniższym poście. 

Ta historia zaczęła się jak wszystkie inne jej podobne. Mój dobry kolega wszedł w posiadanie bardzo trudno dostępnych cylindrów od wyścigowego silnika WR i zaczął kombinować co dalej z tym począć. Po głowie chodziła mu tylko jedna myśl: ma zapierdalać. W związku z tym założenie cylindrów na standardowy blok WL-ki nie wchodziło w grę. Udało się znaleźć odpowiednią prawą stronę bloku silnika z pokrywą rozrządu. Dostałem również replikę oryginalnego rozrządu WR-a oraz repliki głowic WR nie całkiem dobrze wykonane, ale o tym później.  I to w zasadzie wszystko czym dysponowałem na początku prac. Reszta podzespołów miała być dokompletowana lub dorobiona w moim warsztacie. Otrzymałem również kilka oryginalnych rysunków z serwisówki H-D WR. Silnik w swoim założeniu miał być wyjątkowy również pod względem pojemności bardzo zbliżonej do 900 ccm. 
Na początku prace ruszyły z kopyta, wykonałem model lewej połówki silnika i zleciłem odlanie go dokładnie na wzór oryginału. Zakupiłem również bardzo dobrej jakości przeciwwagi T&O o skoku 4 7/16" oraz dedykowane tłoki, dużo krótsze i przez to około 100 gram lżejsze od oryginałów. Wał korbowy został przeze mnie wyważony i złożony razem z kompleksowo wyremontowanymi korbowodami, tak aby silnik pracował z minimalnymi drganiami. Po tym etapie prace nieco zamarły w oczekiwaniu na odlew bloku silnika. Gdy już otrzymałem blok, przystąpiłem do jego obróbki i była to jedna z najtrudniejszych i najdłużej trwających prac przy tym silniku. Poza standardowymi czynnościami polegającymi na obrobieniu surowej połówki i dopasowaniu jej do oryginalnej prawej, należało jeszcze wykonać wyfrezowania na korbowody w otworach cylindrów, jako że wydłużony skok wału powodowałby kolizję korbowodów z blokiem. Po umieszczeniu wału w bloku przyszła kolej na skomplikowany rozrząd WR-a. Długo wahałem się czy łożyskować go zgodnie z oryginałem czyli na łożyskach kulkowych, czy też zastosować łożyska igiełkowe znane z późniejszego Sportstera. Aby zachować zgodność z oryginałem skłoniłem się ku pierwszemu rozwiązaniu i wybrałem trudniejsze do wykonania łożyskowanie kulkowe. Przed przystąpieniem do pracy trzeba było dokonać dokładnych obliczeń głębokości gniazd pod łożyska, tak aby po złożeniu wałki rozrządu nie naciskały osiowo na łożyska, a krzywki współpracowały całą powierzchnią ze stopami popychaczy. Obliczenia przewidywały nieznaczny luz poosiowy wałków i możliwość dystansowania poosiowego rozrządu. O ile prace nad łożyskowaniem w bloku poszły w miarę sprawnie, to pokrywa rozrządu dostarczyła dodatkowych komplikacji z mocowaniem. Mój plan prac zakładał, że dwa gniazda pod łożyska kulkowe w pokrywie rozrządu zostaną wykonane w ten sposób, aby uzyskać maksymalna dokładność osiowości wałków (wałki przedniego cylindra są łożyskowane tocznie z obydwu stron zarówno w bloku jak i w pokrywie rozrządu) osiągnięcie tego stanu rzeczy sprawiło mi nie lada trudność. Poniżej schemat rozrządu tego silnika. 



 Rozrząd silnika WR jest jedyny w swoim rodzaju, gdyż popychacze nie nacierają pod kątem prostym na krzywki wałków rozrządów a są nieznacznie odchylone od osi prostopadłej. Ma to na celu maksymalnie zbliżyć zawory do osi cylindra, a przez to poprawić efektywność komory spalania, co w tym silniku było priorytetem. 

Prace przy rozrządzie polegały na tym, że do każdego z otworów rozrządu należało wycentrować głowicę wytaczarki i dopiero wówczas można było przystąpić do obróbki. 


Wytaczanie otworów w pokrywie rozrządu było o tyle trudne, że bazę do centrowania stanowiły otwory w połówce rozrządowej bloku silnika. 


Poniżej widoczny próbny montaż nowych łożysk. 



Charakterystyczny rozrząd silnika WR z osiami pod łożyska kulkowe i krzywkami przystosowanymi do współpracy z popychaczem ślizgowym. 



 Charakterystyczny skośnie ustawiony popychacz, który dla każdego cylindra wygląda nieco inaczej więc łatwo o błąd montażowy. 


Właściwa pozycja popychaczy w tym silniku. 





Sporo problemów przysporzył sam rozrząd z racji niedokładnego wykonania. okazało się bowiem, że jeden z wałków w pewnym określonym położeniu zakleszcza się na zębach. Zniwelowanie tej wady zajęło kilka godzin. 


 Projekt tego silnika wymagał ode mnie kompleksowego podejścia, w związku z czym zająłem się również układem smarowania a w szczególności poprawą jego wydajności i parametrów pracy. Na poniższym zdjęciu widoczna pompa powrotna o zwiększonej o 20% wydajności. 

 Modyfikacjom została poddana również pompa zasilająca, zwiększyłem jej wydajność o 50% oraz zmieniłem średnicę kanałów doprowadzających olej, tak aby zwiększyć ciśnienie pracy pompy. Ponadto łożysko korbowe będzie otrzymywało dwukrotnie większą ilość oleju niż dotychczas, co wydatnie poprawi smarowanie gładzi cylindrowych i odprowadzenie ciepła od tłoków. 

Czynności montażowe są niezwykle istotne dla długotrwałej poprawnej pracy silnika. Tu widoczny jest sprawdzian do pomiaru równoległości sworznia tłokowego względem przylgni cylindra. To zazwyczaj ostatnia czynność przy montażu dołu silnika.


Czas zająć się górą czyli cylindrami i głowicami. Cylindry, które zostały mi powierzone były już dość sfatygowane, więc w pierwszej kolejności trafiły do szlifu i tulejowania a następnie zostały przeze mnie splanowane i wyposażone w nowe prowadnice i zawory. Ten silnik charakteryzuje się większymi zaworami ssącymi oraz znacznie powiększonymi do 40mm kanałami dolotowymi. Inny jest również kształt samego cylindra, gdyż posiada on bogatsze użebrowanie w stosunku do silnika WL, co niestety czyni go również o około 3 kg cięższym. Dodatkowym problemem w tych cylindrach były "spływki" w okolicach zaworów, gdyż jeden z cylindrów miał je głębiej osadzone. Dlatego należało je wyrównać. 



Po wnikliwej analizie literatury dowiedziałem się, że WR miał twardsze o 20% sprężyny zaworowe. Niestety nie dysponowałem oryginalnymi sprężynami, dlatego postanowiłem zastosować pakiet dwóch sprężyn na zawór, co wymusiło konieczność zaprojektowania odpowiednich prowadnic zaworowych i przerobienia talerzyków sprężyn. Montaż sprężyn poprzedzony był pomiarami skoku zaworów, aby uniknąć sytuacji, w której zwój sprężyny siada na zwoju, gdyż zawsze prowadzi to do zniszczenia rozrządu. 


Próbny montaż sprężyny wewnętrznej do pomiarów przed jej skróceniem do właściwego wymiaru. 

Na początku postu wspomniałem o niezbyt pasujących replikach głowic. Co zostało zrobione nie tak? Najważniejszy element- komora spalania została wykonana jak standardowa do silnika WL, czyli dużo większa niż potrzebna w tym silniku. W związku z tym zaistniała konieczność wyspawania kieszeni zaworowych i ponownej ich obróbki. Przy tej okazji postanowiłem również zmienić kształt komór spalania wzorując się na bardziej wydajnej konstrukcji Indiana. 

Poniżej porównanie komory po obróbce z nieobrobioną surową komorą. 



Rola uszczelek pod głowicą jest marginalizowana, gdyż istnieje błędne przekonanie, ze ich zadaniem jest tylko uszczelnienie styku cylindra z głowicą. Tymczasem mają one również za zadanie szczelnie wypełnić przylgnię głowicy aż do granicy komory spalania tak, aby nie powstały martwe strefy w komorze, dlatego tak ważne jest idealne dopasowanie tej uszczelki. Powstanie martwych stref powoduje spadek ciśnienia sprężania i rozprasza ciśnienie spalania mieszanki. po obliczeniach i pomiarach stopień sprężania tego silnika ustawiłem na dość bezpiecznym dla dolniaka poziomie 6,5:1. 


Na sam koniec pozostało mi dopasowanie iskrownika Hunt, który był lekko zdekompletowany i nie posiadał regulacji wyprzedzenia zapłonu. Regulacja w tym iskrowniku odbywa się ręcznie a moim zadaniem było dorobienie płytki podtrzymującej iskrownik z ogranicznikiem wyprzedzenia. 




W tej chwili silnik czeka na odpalenie. Jego spodziewana moc to około 35 do nawet 38 KM, co przy jego lekkiej ramie może zaowocować prędkością maksymalną w okolicach 160 km/h. Ale kto chciałby jeździć tak szybko Harleyem 😈

18 komentarzy:

  1. Niesamowita ilość włożonej pracy. Bardzo ciekawy i isnpirujący wpis! Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję- takie komentarze nastrajają mnie do pisania. To był rzeczywiście jeden z bardziej pracochłonnych projektów. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Istna powieść. Ilość czynności potrzebnych do takich prac przeraża. A ogrom wiedzy zawstydza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. USZCZELKOM POD GŁOWICĄ CYLINDRA MÓWIĘ STANOWCZE NIE !!!

    Piszesz:"Rola uszczelek pod głowicą jest marginalizowana, gdyż istnieje błędne przekonanie, ze ich zadaniem jest tylko uszczelnienie styku cylindra z głowicą. Tymczasem mają one również za zadanie szczelnie wypełnić przylgnię głowicy aż do granicy komory spalania tak, aby nie powstały martwe strefy w komorze, dlatego tak ważne jest idealne dopasowanie tej uszczelki. Powstanie martwych stref powoduje spadek ciśnienia sprężania i rozprasza ciśnienie spalania mieszanki."

    Moim skromnym zdaniem uszczelka pod głowicą cylindra jest niepotrzebna a wręcz i szkodliwa dla pracy silnika. Uszczelka ta stosowana jest w silnikach ze względów ekonomicznych w procesie produkcji. Osobiście wywalam uszczelki te w moich silnikach przez co zyskuję lepszą pracę silnika.
    Jeśli masz ochotę, mogę wyłuszczyć Ci korzyści związane z wywaleniem tej uszczelki.
    Pozdrawiam,
    Hansdekawka.

    P.S. Poprzedni komentarz usunąłem ze względu na brak możliwości jego edycji.

    OdpowiedzUsuń
  5. W silnikach dolnozaworowych nie ma możliwości wykonania pierścienia "ogniowego", tak jak ma to miejsce w silniku górnozaworowym, dlatego mamy tu szeroką przylgnię styku głowica/cylinder i uszczelkę. W starszej generacji silnikach górnozaworowych jest zazwyczaj kołnierz ustalający głowicę zwany "pierścieniem ogniowym", jeśli jest on wyższy od kryzy w głowicy i jeśli jeszcze mamy do dyspozycji stalowe szpilki ściskające tę "kanpkę" w postaci cylindra i głowicy oraz odpowiednio wąskie miejsce styku cyl./głow. tak jak np Junak itp. to możemy zrezygnować z szczelki. Choć w silnikach górnozaworowych spotyka się również kołnierze ogniowe przystosowane do współpracy z uszczelką jak np.: H-D Knucklehead, Panhead, Shovelhead, Ironhead. W tych silnikach, w przeciwieństwie do Junaka kołnierz ten jest niższy niż kryza w głowicy co również wymusza stosowanie uszczelki. Tak więc konieczność stosowania uszczelki jest założeniem konstrukcyjnym i ciężko to później zmienić na etapie remontowym. W "dolniaku" przy tak dużej powierzchni styku nie wróżę długiej jazdy bez wypalenia pięknej "ścieżki" ujścia gazów między cylindrem a głowicą, a widziałem już kilka takich głowic. Ale tak na marginesie, w dolnozaworowcu jest bezpieczny sposób na rezygnacje z uszczelki- zakładając "ślepe" cylindry.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. I tu będę się kłócił zajadle :D
    Po raz pierwszy usunąłem uszczelkę pod głowicą w mojej Dekawce w 1987 roku.
    Jeździłem potem tą Dekawką (bez uszczelki) 4 lata z dobrym kawałkiem, piszę lata gdyż nie miałem wtedy samochodu ani innego pojazdu i Dyktą jeździłem wszędzie gdzie potrzebowałem, na zloty, na ryby, grzybu, złomy, do kolesi i bardzo wiele dla zwykłej przyjemności. Dekaweczką tą jeżdżę do dziś , teraz sporadycznie co prawda, ale jednak. Ileś razy zdejmowałem cylinder i głowicę aby oczyścić je z nagaru, skręcałem i dalej jest wszystko OK.
    Śmiem nieśmiało podejrzewać, że praca układu cylinder-głowica w dwusuwie jest jeśli nie identyczna ze względu na termikę, to co najmniej baardzo podobna.
    W innych silnikach robiłem tak samo i nic złego się nie dzieje.
    Dolniak też wspaniale zachowuje się bez uszczelki która blokuje przepływ ciepła między cylindrem a głowicą.
    Cylinder z racji swoich rozmiarów ma większą pojemność cieplną niż głowica.Jest ona tak duża,że dół cylindra pozbawiony jest nawet żeber chłodzących. W przypadku braku uszczelki nie ma blokady termicznej między cylindrem a głowicą i możliwe jest odprowadzenie nadmiaru ciepła z głowicy do cylindra, co automatycznie chłodzi ją i podnosi wydajność silnika.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, nie mam nic do dodania do treści mojego komentarza, zastosowanie uszczelki rozstrzyga się na etapie konstrukcyjnym. W szczególności dolniak bez uszczelki pod głowicą zbyt daleko nie zajedzie , ale zawsze możesz próbować ;) .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A czemuż to "W szczególności dolniak" ?
    Górniaka i dwusuwa nie negujesz,możesz mi to "w szczególności dolniak" wytłumaczyć???
    Proszę,
    wdzięczny będę po kres moich dni :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy jest jakaś szansa, że jednak poprzesz swe zdanie "w szczególności dolniak" argumentami popierającymi twoją opinię ???
    Czy jest to tylko stwierdzenie na zasadzie "nie, bo nie i już" ?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. HansDKW masz szczegółową odpowiedź w poście z 20 listopada, w pierwszym zdaniu. Czytaj proszę uważniej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałem uważnie, żaden pierścień ogniowy nie przemawia do mnie,
    pragnąłem poznać Twoje argumenty w kwestii "szczególnie dolniak" .
    W poście z 20 listopada ani późniejszym nie ma ich.
    Zaraz postaram się wkleić mój głos w kwestii uszczelki pod głowicą.
    Próbowałem już ,ale wyskoczył mi komunikat iż post nie może być dłuższy niż 4000 kilka znaków. Podzielę go zaraz i spróbuję wkleić.
    Nie wiem czy mi sie uda.
    Tymczasem pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. No to poznaj proszę moje zdanie:
    Uszczelka pod głowicę stosowana jest w silnikach chłodzonych powietrzem , jak pisałem już, z powodów czysto ekonomicznych.
    Powierzchnie styku głowicy z cylindrem są frezowane i przez to mało gładkie ze względu na rodzaj obróbki. Zamontowanie frezowanej głowicy na frezowanym cylindrze nie zapewnia szczelności połączenia ze względu na "rysy" występujące na obu powierzchniach, wtedy konieczne jest zastosowanie uszczelki.
    Spotkałem się z teorią iż "rysy" te są właśnie po to aby wbijając się w uszczelkę spowodowały lepsze uszczelnienie.
    Wystąpienie nawet minimalnej nieszczelności połączenia głowica-cylinder połączone z ciśnieniami powstającymi w komorze spalania podczas pracy silnika powoduje jak wiadomo natychmiastowy przedmuch gazów, co skutkuje uszkodzeniem uszczelki, a często też "wydmuchanie" aluminium z powierzchni przylgowej głowicy, lub cylindra (jeśli jest aluminiowy, np.z tuleją żeliwną).
    To wszystko jest jasne i oczywiste.
    Cały dowcip polega na doprowadzeniu powierzchni styku głowica-cylinder do takiego stopnia gładkości,aby gazy spalinowe nie miały się gdzie wcisnąć.
    Mnie natchnęło to rozwiązanie po "wydmuchaniu" oryginalnej uszczelki w mojej Dekawce. Stało się to podczas gdy na początku czerwca (przy niezbyt wysokich temperaturach w porównaniu z lipcem czy sierpniem) postanowiłem objechać dookoła, przy samej linii brzegowej, pewną gliniankę w pobliżu, a teren wyjątkowo ciężki był.
    Silnik zagrzał się tak,że wystąpiły samozapłony,a w końcu wypalenie uszczelki podczas jazdy powrotnej, praktycznie już pod samym domem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zrobiłem nową uszczelkę z klingerytu, potem z klingerytu zbrojonego, z miedzi,
    potem z miedzi "zmiękczanej" ( koleś mi tak poradził,polegało to na podobnej operacji jak hartowanie stali) nic nie skutkowało uszczelki wypalały się. Wniosek: nierówność powierzchni głowicy, cylinder żeliwny był.
    Przypomniałem cobie,że jak raz zakładałem oryginalną uszczelkę, to zgięła mi się ona dość mocno , pamiętałem w którym miejscu było zagięcie więc obejrzałem uszczelkę ponownie, to było to miejsce. Na głowicy gołym okiem nie było widać uszkodzenia, ale postanowiłem ją wyrównać.
    Wsadziłem głowicę na tokarkę, przetoczyłem małym wiórkiem , na denaturat, przy najmniejszym posuwie jaki miała tokarka, cylinder poszedł na magnesówkę.
    I wtedy mnie natchnęło!!! Bardziej doświadczeni kolesie pukali się w czoło słysząc,że chcę wykluczyć uszczelkę. Mówili "nie będzie chodzić" "wypali głowicę" "gupi jesteś" itp, itd.
    Zrobiłem swoje, a natchnęły mnie płytki wzorcowe! Przy Twoim doświadczeniu warsztatowym na pewno wiesz cóż to jest.
    Powierzchnie płytek wzorcowych są tak perfekcyjnie gładkie,że po zetknięciu dwóch płytek praktycznie nie da się ich rozerwać, aby je rozłączyć trzeba je przesunąć względem siebie. Spowodowane jest to tym,że powierzchnie płytek są tak gładkie, iż wyciskają powietrze ze styku między sobą powodując próżnię między nimi, nic się nie wciśnie!.
    Przetoczoną (na błysk) głowicę i przeszlifowany cylinder dotarłem na płycie kończąc na najdrobniejszej paście do docierana pomp jaką byłem w stanie zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Skręciłem silnik i zacząłem jazdy testowe, nic się nie działo.
    W międzyczasie lato rozkwitło a co z tym idzie temperatury wzrosły znacznie. Po kilku dniach jazd testowych,stwierdziłem,że silnik chodzi lepiej ( i to na pewno nie ze względu na wzrost sprężania, bo zdjąłem naprawdę minimalne warstwy materiału z głowicy i cylindra, a oryginalna uszczelka zbyt gruba nie była) zdjąłem głowicę, obejrzałem, założyłem z powrotem i pojechałem nad tę gliniankę tym razem w samo południe,a był koniec lipa lub początek sierpnia.
    Objechałem ją tą samą trasą, przy dużo wyższej temperaturze otoczenia bez samozapłonu. Dekawka nie posiada uszczelki do dziś. Zrobiłem nią wiele, na prawdę wiele tysięcy kilometrów wielokrotnie zdejmując głowice i cylinder do czyszczenia z nagaru.
    Później zrobiłem tak samo w Enesiaku i kilu innych silnikach. Patent działa wspaniale.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wrócę do powodów stosowania uszczelki, są one czysto ekonomiczne, gdyż w produkcji seryjnej dogładzanie powierzchni głowicy i cylindra istotnie podniesie koszty produkcji. Kolejny aspekt ekonomiczny to sprzedaż uszczelek, firma znów zarabia, a jak głowica się wypali, firma chętnie bardzo sprzeda nową głowicę i znów radośnie zarobi :D
    Kiedyś wielokrotnie , z ust bardzo doświadczonych kolegów słyszałem złotą myśl: "FABRYKI NIE POPRAWISZ" i nie zgadzam się z nią, gdyż niektóre rozwiązania powodowane są ekonomią technologii produkcji inne ekonomią kosztów materiałów, narzędzi, urządzeń, logistyki i wszelkich składowych kosztów wytworzenia.
    Sam poprawiasz fabrykę zadając kłam świętemu onegdaj przykazaniu starych fachowców.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aaa, no i bardzo ważna sprawa jeszcze: przy zakładaniu głowicy na cylinder należy zachować najdalej idącą dbałość o czystość powierzchni styku. Powierzchnie przylgowe mają być czyste , suche i pozbawione wszelkich ciał obcych, nawet włókienek odrywających się ze szmatek , którymi czyszczone są powierzchnie styku, ja stosuję gąbkę (sprawdza się najlepiej).
    Przy zdejmowaniu głowicy powierzchnie są pokryte cieniuteńką warstwą oliwy, nie jest to żadna wada,po prostu tak się dzieje, nic się nie zapieka. Należy po prostu wytrzeć powierzchnie i złożyć z powrotem.
    Uszczelka stwarza blokadę termiczną między cylindrem a głowicą. Nadmiar ciepła nie może być przekazany do części chłodniejszej mogącej przyjąć to ciepełko i przez to schłodzić przegrzewający się element. W przypadku jej braku następuje wyrównanie temperatur i albo głowica się schłodzi albo cylinder. W każdym razie nadmiar ciepła zostanie odprowadzony tam gdzie się "zmieści" (że tak powiem) i co najważniejsze uszczelka nie może być wydmuchana. Bo jak można wydmuchać uszczelkę, której nie ma ? :D

    Ciekaw jestem co Ty na te moje wypociny powiesz.
    Pozdrawiam.

    P.S. Po podzieleniu moich wypocin, na więcej niż 2 części , udało się :D

    OdpowiedzUsuń