piątek, 20 maja 2016

INDYK Z ROŻNA czyli Indian mocno przepieczony... na 1/4 mili.

Jakiś czas temu pełen nadziei i dobrych chęci przywiozłem do mojego warsztatu Indiana Sport Scout-a z zamiarem przywrócenia go na drogi w dawnej kondycji. Motocykl nie odpalał i jak wynikało z relacji właściciela, nagle i z niewiadomych przyczyn zarzucił wszelką współpracę- jak mawiają za wschodnią granicą "но вот погиб". 
Koniec końców, gdy już się zabrałem za robotę, to nie wiedzieć kiedy, Indian został rozebrany na czynniki pierwsze.




Po zdjęciu głowic ukazał mi się bardzo dziwny widok, a mianowicie denka tłoków od współczesnego silnika cztero-zaworowego, jak się później okazało Hondy 250. Tłoki były wypukłe i tą tzw. czapką  wychodziły z cylindra wchodząc pod specjalne wyfrezowanie w głowicy. Powstała bardzo dziwna komora spalania niekorzystna dla silnika dolnozaworowego. Wynalazek rodem z wysp ptaka kiwi.





Po zdjęciu pompy oleju ukazała się kolejna przeróbka a mianowicie płyta adaptacyjna do późniejszej obiegowej pompy oleju. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że była pęknięta a tulejka podpierająca wałek rozrządu była zamontowana z jedno-milimetrowym luzem (powinien być wcisk).



Słynna komora spalania made in Kiwi Land.


A tu "czapka" tłoka wchodząca w tę komorę.


To nie koniec nieszczęść: po dalszym demontażu ukazały się dalsze zniszczenia sugerujące zblokowanie rozrządu. Na zdjęciu widać ułamany ząb jednego z wałków rozrządu.


A tu kawałek bloku silnika postanowił zwiedzić swoje posiadłości robiąc przy tym nieco bałaganu :)


Luźne tulejki to już standard w tym silniku, więc chyba nie ma sensu się na ten temat rozpisywać...



A co mamy tym razem? Pomimo iż udało mi się zatrzeć kilka kompletów tłoków, to nigdy aż tak spektakularnie. Zdjęcie nie do końca to oddaje, ale tłok jest cały czarny a pierścienie tworzą z nim jedną całość- tłok idealny.



A to już podobno praca naszych rodzimych fachowców- ciekawe czy ktoś zgadnie co jest nie tak... wyjaśnienie na końcu.





Nasz bohater dnia- tłok z piekła rodem.






Tu należą się wyrazy uznania inżynierom z Indiana za przemyślaną i niezniszczalną konstrukcję przeniesienia napędu. Harley mógłby się od nich uczyć, ale na tym listę pochwał można zakończyć. Reszta konstrukcji tkwi niestety w latach dwudziestych XX wieku.



Naprawdę fajne! I na łożysku wałeczkowym mmmm.



Miska olejowa w Scoucie- rozwiązanie z toru na 1/4 mili umożliwiające zastosowanie obiegowej pompy oleju.



Oooo! Ktoś wyciął deflektory olejowe cylindrów. Zapewne po to by poprawić smarowanie tłoków. Ale jak można poprawić coś, czego nie ma. Pewnie jeszcze o tym nie wspomniałem, ale pompa zasilająca silnik Indiana 1200 (taka jaką zastosowano tutaj) ma 3-krotnie mniejszą wydajność od pompy zastosowanej w Harleyu WL- 45". Natomiast pompa powrotna w Indianie spokojnie napędziłaby chwytak do gnoju czyli popularnego Tura lub Cyklopa jak kto woli. Co autor miał na myśli...?



Chłopcy wyważali jak leci a to przecież nie ser szwajcarski, tu potrzebna jest precyzja.



Tutaj widoczny jeszcze drobny tuning czopa rozrządu. Ścięcie z dopasowanym klinem miało zapewne dodatkowo ustabilizować na miejscu zębatkę. Niestety pogorszył się wcisk i ścięło wpust czółenkowy a rozrząd się oczywiście przestawił. Zapomniałbym dodać, że przy wyjmowaniu czopa rozrządu z bloku, wyszedł on razem z bieżnią, która powinna pozostać tam wciśnięta.



Nie rażą mankamenty, gdy parzy się na to sprzęgło i tym pozytywnym akcentem zakończmy dzisiejszy Indian-striptiz.




Rozwiązanie zagadki: to nie Harley, rozwidlony korbowód powinien być na przednim cylindrze. To prawdopodobna przyczyna zatarcia tłoka.